środa, 30 sierpnia 2017

Ziołowisko. Pożyteczny nagietek

W poprzednim poście pokazałam Wam fragmenty swoich rabat, na których, prócz aksamitek i cynii, pysznią się nagietki. Mam ich dużo, zawsze. Są niezawodne - nie straszne im wiosenne przymrozki, przejściowe susze - palowy korzeń potrafi głęboko wbić się w ziemię, poszukując wilgoci. Szkodzi im nieco niska temperatura i nadmiar deszczu, bo te kwiaty wrażliwe są na mączniaka, a grzyb ten doskonale rozwija się właśnie przy deszczowej, chłodnej aurze. Trudno.

Nagietek na rabacie warzywnej fot. Wierzbowisko
Nie o tym jednak dzisiaj.
Dzisiaj o niewątpliwych zaletach nagietka - tak tych ogrodowych, jak i dla naszej urody.
Nagietek w ogrodzie sieję na przeróżnych rabatach. Jeśli zacienia mi jakieś warzywa, po prostu go przycinam albo wyrywam, bo na zasobnej w składniki pokarmowe glebie potrafi rozrosnąć się do pięknego kolorowego "krzaczka" o metrowej prawie wysokości.
Sieję go w warzywniku, bo:
-  przyciąga pszczoły, które zapylają kwiaty,
-  przyciąga owady z rodziny bzygowatych, a ich larwy uwielbiają z kolei mszyce żerujące np. na pomidorach, bobie i wielu innych warzywach,
-   można obserwując go przewidzieć deszcz, bo - nim zacznie padać - zwija swoje kwiatki w ciągu dnia.
Lubię go w domowej kosmetyczce, bo:
- działa przeciwzapalnie, łagodząco, kojąco.
Ja używam go tak:
najpierw suszę kwiaty, zebrane w słoneczną pogodę - w suszarce do grzybów, powoli, ustawiając na 1 stopień. By poszło szybciej, a susz zajął mniej miejsca w słoiku, odrywam wcześniej starannie płatki i suszę tylko je. Przechowuję w szafce w szczelnie zamkniętym słoiku.
Kiedy potrzebuję ,susz zalewam olejem (mój ulubiony to migdałowy) lub oliwą i podgrzewam przez około pół godziny na gazie, by właściwości kwiatów przeszły do oleju. Studzę macerat i pozostawiam jeszcze na dobę do naciągnięcia. Odcedzam na sitku o drobniutkich oczkach.
Takim maceratem można już przecierać skórę wacikiem, ale ja używam go najczęściej jako rozcieńczalnik do trudno rozsmarowującego się w surowej postaci masła shea albo kakaowego. Po prostu podgrzewam masło, dodaję macerat, podgrzewam raz jeszcze i przelewam do sterylnego pojemniczka, by stężał. Potem używam jako kremy.
Dla niewtajemniczonych, w telegraficznym skrócie - masło shea doskonale natłuszcza, łągodzi napięcia skóry, ale też ma działanie przeciwzmarszczkowe. Kakaowe jest nieco lżejsze, nie pozostawia aż tak tłustego filmu jak shea i z kolei działa jak delikatny samoopalacz - przy regularnym stosowaniu skóra nabiera pięknego, lekko opalonego odcienia, nie mającego nic wspólnego ze wściekłą żółcią, jaką zazwyczaj kończy się używanie w nadmiarze kupowanej chemii. Z suszu nagietkowego można też robić po prostu płukankę, czyli parzyć we wrzątku i płukać nim np. gardło przy stanach zapalnych (doskonały w połączeniu z szałwią) albo używać jako tonik do przemywania twarzy.

Energia u schyłku lata

Ogrodem w tym roku się nie chwalę. Nie miałam czasu się nim zająć, bo na świat z końcem lipca przyszła nasza córcia. Starałam się jako tako podlewać skrzynie z cukinią, buraczkami, marchewką, groszkiem cukrowym, kukurydzą i fasolkami. Jakoś udało mi się wyhodować zapas warzyw, niewielki, za to ekologiczny, który zamknę na zimę w słoiczkach dla naszego maluszka. Źle mi z tym, że działka trawskiem i zielskiem niekontrolowanym zarasta. Owszem, lubię łąkę, ale nie wszędzie i nie byle jaką. Nie taką, która pełna jest łopianów i ostów. Gdzieniegdzie taka jest, ale już powolutku zaczynam robić z nią porządek. O dziwo, udało mi się zachować rabaty z kwiatami. Jak się okazuje, pomysł, by sadzić na tyle gęsto, by chwasty nie miały dla siebie miejsca, sprawdził się doskonale.
Dzisiaj pokażę Wam maleńki skraweczek, rabatę w energetycznych kolorach, właściwie już zbliżającej się jesieni. Oto one:
Aksamitki i czerwone cynie wysokie - nie wymagały żadnej pielęgnacji, nawet podlewania, bo aura w tym roku sama regulowała dawki wody dla roślin fot. Wierzbowisko
Niby zwykła cynia, a jaka elegancka... fot. Wierzbowisko
Co roku wszędzie, gdzie jest wolne miejsce, wysiewam nagietki. Chronią rabaty przed szkodnikami, ale też suszę je na maści i kremy na zimę fot. Wierzbowisko
Nagietki nie zawsze muszą być pomarańczowe. W sprzedaży coraz więcej jest odmian dekoracyjnych, na przykład taki: żółty o pełnych kwiatach. Nie skupują go na zioło, ale właściwości ponoć ma jak ten zwykły, lekarski fot. Wierzbowisko
I to też nagietek fot. Wierzbowisko

wtorek, 27 czerwca 2017

Tradycja dla małych. Dzianiny na chłodne dni

Dzisiaj króciutko, głównie zdjęciowo, bo dokładne opisy znajdziecie na moim drugim blogu, poświęconym wyłącznie dzierganiu i szyciu - Tradycja od kołyski. Oczekując na przyjście na świat naszej córeczki Rity, zrobiłam taki oto zestaw ciepły, miękki i leciutki. Wykorzystałam moje ulubione włóczki, niedrogie, trwałe, zawsze świetnie się prujące, kiedy rzecz nam się znudzi albo maluch z nich wyrośnie - czyli polskiego, atestowanego również dla maluchów akrylu firmy Arelan.
Wszystko wydziergane podwójną nitką, dzięki czemu błyskawicznie się to robi. W zasadzie 1-2 dni wystarczą, by powstał sweterek czy kamizela. 
I tak oto, dla całkiem maleńkiego bobasa - kocyk jednocześnie będący śpiworkiem. Ten akurat w moim ulubionym zestawieniu sól z pieprzem. Jest to prostokąt, który z trzech stron ma wydziergane szydełkiem troczki, po zawiązaniu tworzące śpiwór. Doskonały do wózka, na spacery
Kocyko-śpiwór Projekt, wykonanie i zdjęcia Wierzbowisko
Dla nieco starszego malucha - z tej samej serii kolorystycznej dwa sweterki. Zaprojektowane tak, by można je było nosić jeden na drugim. Na wierzch oczywiście ten nieco szerszy, z kapturem, wiązany na troczki
Sweter z kapturem Projekt, wykonanie i zdjęcia Wierzbowisko
pod spód całkiem prościutki, z rękawem wywijanym, który "rośnie razem z dzieckiem".
Prościutki sweterek Projekt, wykonanie i zdjęcia Wierzbowisko
Do tego świetne uzupełnienie może stanowić kamizela z wysokim kołnierzem, mogącym też być miękkim golfem. Zapinana na drewniane guziki. Jak widać na zdjęciu, specjalnie wydziergana w tym samym rozmiarze (sklepowy ok. 74 cm), co sweterki, by można było je ze sobą łączyć:
Energetyczna kamizela Projekt, wykonanie i zdjęcia Wierzbowisko
Na koniec, z tej samej włóczki co kamizela, kocyk. Ten ostatni, wbrew pozorom, wymagał wielokrotnie więcej czasu do wydziergania niż ubrania czy śpiwór, bo wykonany z pojedynczej nici, na cienkich drutach, by trzymał fason tak przed, jak i po praniu.
Po prostu dzianinowy kocyk Projekt, wykonanie i zdjęcia Wierzbowisko


Ziołowisko. Pożyteczny nagietek

W poprzednim poście pokazałam Wam fragmenty swoich rabat, na których, prócz aksamitek i cynii, pysznią się nagietki. Mam ich dużo, zawsze. S...