piątek, 19 stycznia 2018

Warmię zawiało na biało

Jest pięknie. Dzisiaj niemal cały dzień padał drobny, lekki śnieg. To kolejny dzień z białym puchem sypiącym się z nieba. Jest pięknie. Prawdziwa zima. Wszystko dookoła czyściutkie, bielutkie, takie miękkie i niewinne. Śniegu spadło w ostatnim czasie jakieś 15 cm (a może więcej?), bo wchodząc stopą w nieodśnieżony fragment płatki sięgają nad brzeg traperek, czyli sporo nad kostkę. Super! Dzisiaj dzielnie odśnieżyłam całą drogę i podjazd, korzystając z tego, że córcia smacznie śpi, a gdy dookoła biało, nawet późnym wieczorem nie robi się całkiem ciemno. No i ten cudny, nocny spokój. Uwielbiam tę zimową ciszę dookoła. Wam też jej życzę :)

sobota, 13 stycznia 2018

Nasionkownia. Ostatnia chwila na wysiew lawendy

Nie mogę już doczekać się wiosny. Kiedy zacznę ogrodowe prace. I lata, kiedy okaże się, co urosło, a czemu aura oraz moje błędy, na których co roku się uczę, odbiły się na stanie roślin. A póki co, czym prędzej zamawiam w sklepie internetowym Legutko nasiona, konieczne do zimowych wysiewów. Teraz już najwyższy czas wysiać pelargonie i petunie, oraz heliotrop. Czy zdążą urosnąć do lata i pięknie zakwitnąć w maju w skrzynkach? Nie wiem. Przy okazji jednak zamawiam nasiona karłowych, doniczkowych pomidorów i krzaczastych ogórków.

Jedna z mnóstwa rabat warzywnych, założona w skrzyniach, dwa lata temu fot. Wierzbowisko
Bo jeśli pelargonie nie wyjdą, trudno, będą niezawodne wilce i aksamitki, które wysiane w marcu, już w maju pięknie otulą taras feerią barw. A w doniczkach ustawionych pod osłoniętą od wiatru, słoneczną ścianą domu zamieszkają karłowe wersje pomidorów i ogórków. Po co? Bo jeśli lato będzie równie upiorne, jak ubiegłoroczne, gdzie wszystko zgniło i nie dojrzało, a w dodatku w czerwcu połowę warzywniaka wytrzebił przymrozek -6 stopni, to warzywa w doniczkach mam nadzieję uchronić przed klęską żywiołów. Właśnie siedzę i zastanawiam się, co muszę naprawdę mieć , bo oczywiście oczy rwą się do etykietek i barwnych roślin na nich, a potem połowa zakupu zostaje w wielkim pudle, bo na parapetach zabrakło miejsca na kuwety z wysiewanymi wcześniej nasionami, a i warzywniak jakoś dziwnie wszystkiego zmieścić nie chciał. Zobaczymy. Na razie biję się z myślami, czy te pelargonie to rzeczywiście dobry zakup, może zamiast nich zainwestować w niezawodną lawendę? Jeszcze zdążę ją przemrozić, żeby późną wiosną pokazały się małe roślinki...

PS. Ostatecznie zwyciężyła lawenda wąskolistna. Doskonale u mnie rośnie na skalniakach w każdym zakątku ogrodu.

Uwielbiam takie skalniaki, wydarte łące. Pracy niewiele, a macirznka, oregano i lawendy pachną i kwitną partiami, od wiosny do zimy. I im więcej są przycinane, na potrzeby kuchni, tym ładniej się rozkrzewiają fot. Wierzbowisko
Nie przemarza, pięknie pachnie, nawet jeszcze kilka dni temu, nim ziemię ścisnął niewielki mrozek, wydawała swój upojny aromat potrząsana wiatrem. Lawendy nigdy za wiele. Na razie mam jakieś 60 sadzonek, z czego ponad 40 jest z moich własnych wysiewów. Pelargonie i heliotrop zostawię sobie na lata, kiedy córcia będzie większa, pójdzie do przedszkola, a ja będę miała czas na pielęgnowanie młodych roślinek. Na razie, obawiam się, tego czasu nie będzie zbyt wiele. Ograniczę więc wysiewy parapetowe do niezbędnych mi w kuchni warzyw. Kwiaty w tym roku zostaną tylko te, które poradzą sobie same w gruncie: nagietki,

Nagietki pomarańczowe...

... i ozdobne, np. żółte, ale o tych samych właściwościach leczniczych fot. Wierzbowisko
aksamitki,

Nagietki, cynie, aksamitki i inne... wysiane "z ręki" fot. Wierzbowisko
cynie, ślazówka itp.

Czerwone cynie i aksamitki - moja ulubiona rabata z minionych lat fot. Wierzbowisko
Oczywiście rabaty ozdobne zapełnione są bylinami: moimi ukochanymi floksami, przypominającymi mi ogród babci, tulipanami - tej jesieni dosadziłam 60 sztuk czarnych i kilkadziesiąt fikuśnych rokoko, irysami - dużymi, małymi, w różnych kształtach i kolorach.

Jedne z pierwszych moich irysów, w zasadzie rosną w trawie, obok jarzębiny fot. Wierzbowisko\

W tym roku spod płotu zostały przeniesione na rabatę pod domem fot. Wierzbowisko
A między nimi krzewy np. porzeczek, żarnowce, tawuły i moja ukochana, obok lawendy, szałwia lekarska. Ta do szczęścia potrzebuje tylko ziemi, wody i miejsca wokół, bo w ten sam rok, kiedy została wysiana dorasta do pół metra wysokości i tyleż szerokości, w następnym roku ma prawie metr do góry i cudownie, choć krótko, bo tylko kilka tygodni kwitnie, podobnie do lawendy. Potem zdobi swoimi srebrzystymi liśćmi, których nie gubi aż do mrozów (w tym roku szałwia na skalniakach cały czas ma liście, zgubiła je jedynie rosnąca bezpośrednio w gruncie, a i to niedawno).

środa, 3 stycznia 2018

Nasionkownia. Wiosna zimą, czyli sadzimy iglaki

Z doniczek, oczywiście. A dlaczego akurat teraz? Bo jesienią nie zdążyliśmy wkopać wszystkiego, co zostało kupione, więc kilka sztuk sosny czarnej, limby i dwie wielkie kosodrzewiny - w sumie 15 sadzonek, czekało spokojnie w donicach do wiosny. Przy okazji stworzyły na tarasie fajny świąteczny klimat, bo zamieszkały w wiklinowych koszach, gdzie latem pyszną się mięty, pelargonie, petunie, komarzyce i inne ciepłolubne piękności. Ale, skoro zimy nie, ba - nawet przymrozków nie ma, postanowiłam iglaki wsadzić tam, gdzie ich miejsce.
Dzisiaj przy wjeździe zostały wkopane dwie dorodne kosodrzewiny, a kilka niewielkich jeszcze sosen upiększyło ścieżkę do domu. Na razie malutkie, ale wiem z doświadczenia, że za 2-3 lata będą z nich całkiem spore, może nawet ponad metrowe choineczki. Marzy mi się rozświetlenie ich świątecznymi światełkami. Koniecznie w ciepłej bieli. Koniecznie dużo. Żeby tworzyły świetlisty szpaler w ciemnej nocy... Bo tam akurat żadnej konkurencji mieć nie będą, tylko czarne jak smoła tło...
Jutro, jeśli pogoda pozwoli i córcia znowu postanowi uciąć sobie półtoragodzinną, niczym nie zmąconą drzemkę w wózku - tak jak dzisiaj, posadzę pozostałe sosny przy bramie, a tuż przy samej siatce wielkie już kilkuletnie dzikie róże, których mam pod dostatkiem. Dobrze im w mojej gliniastej ziemi, bo wszędzie mają po 2-3 metry wysokości w zaledwie dwa lata osiągnięte. No i odporne są na wszystko, więc nie wymagają po pierwszym roku od posadzenia (w tym jednak podlewać należy) ani żadnej ochrony, ani wody. Po prostu rosną i cieszą oko.
 Mniej więcej rabata będzie wyglądała tak (z tym, że zamiast malowniczego głazu jest w tym miejscu mniej malowniczy baniak z gazem):
Projekt rabaty przy wjeździe wiosną proj. Wierzbowisko

 Muszę tylko wymyślić coś, co zaściółkuje glebę między roślinami, bo chwasty rozpanoszą się tam natychmiast, a ja czasu na pielenie nie mam. Pewnie skończy się na tym, że "pokażę" to miejsce bluszczykowi kurdybankowi, znanemu zielsku, trudnemu do usunięcia, ale też bardzo pożytecznemu ziołu, które uwielbia gliniaste ciężkie ziemie, częściowy cień też mu nie przeszkadza i gości w wielu miejscach mojego siedliska. Pewnie między nim znajdą się też połacie mięty czekoladowej i zwykłej, dzikiej, które zadarnią w mgnieniu oka każdą powierzchnię, ukorzenią się wszędzie i urosną zawsze, niezależnie od pogody. Przy okazji pięknie pachną, są użytecznymi ziołami i kwitną latem.
Rabata latem, z kwitnącymi różami i miętą proj. Wierzbowisko
Mam też słabość do dzikiej róży fałdzistolistnej - za to, że kwitnie i pachnie całe lato, by wydać dorodne, doskonałe na przetwory owoce. I jarzębin, których ponad 20 sztuk czeka na przesadzenie z rabaty tymczasowej - bo przypominają mi stare siedlisko i coraz mniej ich na miedzach. I tawuł van houte'a - za to, że pięknie kwitną, są niby delikatne, ale niestraszne im ani upały, ani mokre zimne lata. Po prostu rosną i cieszą oko. Do tego, przy samym ogrodzeniu posadzę żywopłot z karagany syberyjskie, by zasłonił mnie od ciekawskich i samochodów. I już.

Rabata jesienią z czerwoną jarzębiną i pięknie przebarwionymi tawułami proj. Wierzbowisko
Pracy sporo, bo ta rabatka mieć będzie jakieś 2-3 ary, ale na szczęście jest to praca jednorazowa w zasadzie, bo z doświadczenia wiem, ze już pod koniec lata zarośnięta będzie pięknie, a kiedy róże się rozrosną i zaczną gubić liście na zimę, przy okazji wyściółkują glebę tworząc warstwę ochronnej i pożytecznej próchnicy. I to lubię - permakulturalne siedlisko, które pięknie wygląda, a nie trzeba jakoś dramatycznie się przy nim napracować.
A zimą.... tajemniczo, biało, trochę strasznie - ale tak miało być. proj. Wierzbowisko

Warmię zawiało na biało

Jest pięknie. Dzisiaj niemal cały dzień padał drobny, lekki śnieg. To kolejny dzień z białym puchem sypiącym się z nieba. Jest pięknie. Praw...