czwartek, 7 grudnia 2017

Na drutach. Miniaturowe sweterki

Takie oto miniaturowe, bo na rozmiar ledwie 62-68 cm wydziergałam z bawełny.

Domowe sweterki fot. Wierzbowisko
Nasza czteromiesięczna córcia jest nimi zachwycona - to taka nasza domowa moda. Są ciepłe, tak w sam raz na jesienno-zimowe dni. Obszerne, bo rękawy mają bardzo luźne, a dekolty nie wrzynają się w szyję.
To najprostszy model swetra, zrobiony w jednym  kawałku fot. Wierzbowisko
 Szary z żółtą kieszonką powstał z bawełny Dropsa. Dziergany w jednym kawałku. Rękawy trochę w nietoperza, by były wygodne. Duży dekolt, by nie trzeba było doszywać guzików. A kieszonka w sam raz pomieści smoka albo inne skarby.
Mieszanka lnu, bawełny i akrylu - ciepło, miękko i dobrze się pierze fot. Wierzbowisko

Wygodne zapięcie przy dekolcie fot. Wierzbowisko
Nieco inny jest model żółty. Też luźny, ale robiony z czterech części, czyli tradycyjnie. Za to włóczka to dwie nitki razem: żółty len z bawełną (pół na pół) litewskiej firmy Midara i jasno beżowy Jeans firmy Yarn Art czyli bawełna z akrylem.

Zimowa elegancja w najlepszym wydaniu fot. Wierzbowisko
Kremowy to takie małe dzieło sztuki. Strasznie go lubię za długość za pupę, by się nie ściągał, całkiem prosty dekolt i warkocze. Mam słabość do warkoczy i nic na to nie poradzę. Zrobiony z włóczki bawełnianej  Alize - dwie nitki razem, jest naprawdę ciepły. I najwięcej zostało na niego zużytej włóczki, bo z 20 dag prawie nic nie zostało.
Wszystkie trzy świetnie się noszą, doskonale piorą i mają jedną zdecydowaną zaletę - robi się je z tego, co zostało po "dorosłych" dzianinach, bo na jedno takie cudeńko potrzeba nie więcej niż 15 dag włóczki i druty nr 4.

Tradycja dla małych. Żółty kapturek

Zasadniczo nie przepadam za większymi dzianinowymi projektami z bawełny. Bo ciężka, w porównaniu z innymi włóczkami. Bo sztywna, w porównaniu z innymi włóczkami. Bo łatwo się wyciąga. Bo... Wymieniać można by wiele przeciwności, dla których wystrzegam się czystej bawełny na drutach (piszę o takiej zwykłej, nie merceryzowanej, nie egipskiej itd, uszlachetnianych, przez co i cenowo zwykle są "szlachetniejsze").
O tym wszystkim wiem. Nic jednak nie poradzę na to, że nie lubię sztucznideł. Wyjątkiem są akrylowe dzianiny, które specjalnie luźniej robię, by oddychały, bo mnie nie uczulają i dobrze się noszą. Akryl w dodatku (najczęściej kupuję go u naszego polskiego producenta - firmy Arelan w ich firmowym sklepie internetowym) jest miły cenowo i kiedy trzeba np. 2 kg wełny na wielki swetro-płaszcz do kostek, opłaca się z niego dziergać. Bawełnę też bardzo lubię, pod warunkiem, że nie ja muszę mieć ją na drutach. No, ale jak to z babską przekorą bywa, tak się jakoś samo złożyło, że kupiłam w moim, jednym z ulubionych, sklep-iku internetowym mieszankę bawełny i lnu litewskiej firmy Midara. Lubię tego producenta za piękne, nasycone kolory i prostotę swych wyrobów. Ceni sobie tradycję, po prostu. Miałam ochotę na piękny słonecznikowo żółty kolor. A że akurat była promocja, kupiłam go naprawdę sporo. Włóczka dotarła do mnie, jak zwykle w ekspresowym tempie. Piękna. Tylko... jakoś tak pomysły na nią mi przestawały się podobać po paru rzędach robótki.
No bo z jednej nitki niespecjalnie dzianina trzymała fason, bo cienka i dość sztywna. Robiona rzadziej była nijaka. Gęsto - stawała się sztywna. A miało być coś fajnego, lekkiego na ciepłe dni. Ciepłe dni - dla wyjaśnienia - w 2016 roku.
I tak oto, po kilku próbach, włóczka spoczęła sobie w wielkim, plastikowym pudle, w którym dojrzewają nitki "na później". Zazwyczaj kończą jako dodatek do innych.
Tym razem jednak okoliczności zmieniły się na tyle, że włóczka została wykorzystana tak, jak ją stworzono, bez żadnych dodatków. Z dwóch nici na drutach nr 4 powstał taki oto komplecik -
Taki żółty komplecik powstał z 20 dag mieszanki bawełny i lnu fot. Wierzbowisko
kapturek wiązany pod szyją oraz długi za pupę rozpinany sweter, w sam raz dla noworodka na lato. Bo nasz Rita, która na świat przyszła 20 lipca, jest strasznym zmarzluszkiem, jak większość osesków. Lniano-bawełniana włóczka dla niej sprawdziła się doskonale. Dzieciak też czuje się w niej, jak widać, świetnie. Rączki ciepłe, w głowę nie wieje, komfortowo.
Już powstał drugi, gładki sweterek pod szyję, z dodatkiem tej samej włóczki w kolorze beżowym. A będzie jeszcze słonecznie żółta sukienusia z długim rękawem - by rozweselała jesienne chłody. I tak oto włóczka "dorosła" znalazla zastosowanie dla maluszka. 

Porządki na blogach

Kochani moi. Niestety, nie mam czasu na prowadzenie jednocześnie dwóch blogów - Wierzbowiska oraz Tradycji dla małych, dlatego ogłaszam wielkie porządki. Od dzisiaj blog Tradycja dla małych przestaje istnieć, a jego treści znajdziecie w Wierzbowisku.

Na drutach. Miniaturowe sweterki

Takie oto miniaturowe, bo na rozmiar ledwie 62-68 cm wydziergałam z bawełny. Domowe sweterki fot. Wierzbowisko Nasza czteromiesięczna ...