Nasionkownia. Wysiewy poczynione, choć za oknem siarczysty mróz

Za kilka godzin astronomiczna wiosna, a za oknem siarczysty mróz i wicher, że głowa odmarza. Nic dziwnego w lutym. Ja jednak, pewnie jak większość ogrodników zapaleńców, myślami jestem już w ogrodzie. Mam nadzieję, że pogoda dopisze i spędzimy w nim z moją ledwie 7-miesięczną dziś córcią urokliwe chwile. Ona, pewnie jak zwykle, kiedy tylko wyjdziemy na dwór, śpiąc w wózku, ja - grzebiąc się w ziemi.
Dzisiaj wysiałam w zasadzie większość rzeczy do mojego warzywnika. Chcę w tym roku wystartować z nim jak najwcześniej, by jak najwięcej smakowitych i zdrowych dobroci zerwać.

Nagietki zawsze znajdą u mnie miejsce, to jedne z pierwszych sianych do gruntu kwiatków, bo małe mrozy im niestraszne fot. Wierzbowisko
Dzisiaj do kuwet pod przykryciem powędrowały nasiona pomidorów (zwykłych i koralików, które zawsze dopiszą, nawet przy niespecjalnej pogodzie), selera, pory, bazylie - zwykła i cytrynowa (te zostaną w doniczkach na kuchennym parapecie), szczypior, sałata czerwona dębolistna i masłowa wczesna, wysiałam też już po kilka cukinii i patisonów, chcę zobaczyć, jaka będzie różnica w rozpoczęciu plonowania i wielkości zbiorów w porównaniu do tych wysiewanych, zgodnie z terminarzem, z początkiem kwietnia. Dwa lata temu cały sezon część dyniowatych miałam w doniczkach. Podlewania mnóstwo, a zbiory niewielkie ilościowo, w porównaniu z gruntowymi, choć dorodne okazy zrywałam. A oto niektóre z nich:
fot. Wierzbowisko
Fot. Wierzbowisko
Jakieś dwa tygodnie temu wysiałam m.in. czerwoną kapustę, kalafiora, seler naciowy, rabarbar, paprykę ozdobną mini do pojemników, różne rodzaje sałat na młode liski. Większość już wzeszła. Nie wiedzieć czemu, marudzą sałaty, kalafior wyciągnął się niemiłosiernie, jak padnie - trudno, nie jest moim ulubionym warzywem. W miejsca między niemrawo wschodzącymi niektórymi warzywami wsiałam dzisiaj aksamitkę wąskolistną lulu cytrynową, wysoką pełną o tym samym kolorze i kilkanaście kosmosów sea shells o ciekawych, skręconych w rurki płatkach kwiatów. Nie mam zbyt wiele miejsca na kuwety i rozsady, dlatego przetrwają w tym roku najsilniejsi. Wsiane kwiatki (wykiełkują mniej więcej za tydzień) będą ozdobą donic i rabat przy domu. Lubię je za mnóstwo kolorów, a przede wszystkim za to, że nie trzeba ich pielęgnować, poza podlewaniem, nie imają się ich szkodniki i kwitną cały sezon. Aksamitki do ciepłych dni podhoduję w doniczkach w domu, kosmos w kwietniu powędruje do ziemi, bo przymrozki niewielkie nie są mu straszne.
Kosmosy urosną wszędzie, nawet w półcieniu przy tarasie fot. Wierzbowisko
 Wysiałam też na oddzielnej tacy mnóstwo wilców (każdy w oddzielnej przegródce, by jak najbardziej opóźnić pikowanie), groszków pachnących i naparstnicę. Co do tej ostatniej - nie wiem, czy wzejdzie, jeśli tak, znajdzie honorowe miejsce pod ścianą domu, obok malw. Wilce zaś w tym roku mają owinąć pergole, przy których pnie się młodziutki jeszcze winobluszcz, a groszki zwisać będą licznie z donic na werandzie pachnąc i ciesząc oko kolorami. Ich też szkodniki nie ruszają, a jedyne, czego chcą to usuwania martwych kwiatów i dokarmiania. To jestem w stanie im dać.
Mam nadzieję, że będzie ładnie i pachnąco.
Nagietki, ogóreczniki, ślazówka - od godz. 14 na tej rabacie jest cień, a mimo to nagietek daje radę. Dzięki gęstym wysiewom nie trzeba pielić fot. Wierzbowisko
O postępach poinformuję, oczywiście. Zdjęć wysiewów na razie nie robię, bo nie ma czego - kuweta, jak kuweta. A to, co wzeszło maleńkie na razie i po samych liścieniach trudno zorientować się i tak, co jest co, jak zacznę pikować, dorobię aktualne fotki.
Nauczona przykrym doświadczeniem lat ubiegłych, kiedy to czerwcowe przymrozki skosiły mi połowę upraw, wrażliwych na mróz (przymrozki to mało powiedziane, bo nocą temperatury spadały do -6 st. C), zaopatrzyłam się już w agrowłókninę wiosenną w Vilmorinie. Dlaczego tam? Bo mogę wszystko, co potrzebne kupić przez internet, a przede wszystkim, bo ta włóknina jest w 100 proc. naturalna, ze zboża. Cieniutka, elastyczna, spreparowana tak, że nie trzeba w ogóle jej zdejmować z roślinek, póki nie zaczną kwitnąć, np. ogórki czy pomidory. Doskonale reguluje temperaturę i wilgotność powietrza w środku. Można przez nią podlewać, a nawet dokarmiać rośliny dolistnie. Nie była tania, ale szczęśliwie trafiłam na promocję 50 proc. taniej. Dla mnie w tym i przyszłym sezonie takie udogodnienie jest konieczne, bo nie mam żadnej gwarancji, że córcia codziennie rano i wieczorem pozwoli mi biegać do ogrodu i zajmować się zdejmowaniem i zakładaniem osłony. Wolę ten czas przeznaczyć na inne koniecznie ogrodnicze zabiegi.
 Pod włókniną wylądują wczesne (mam nadzieję, że marcowe) wysiewy  bobu, szpinaku, rzodkiewki, sałat, młodych listków itp. Potem schowają się pod nią też pomidory, ogórki, cukinie, dynie i inne ciepłolubne warzywa. Mam nadzieję, że sie uda, bo w tym roku ogród, prócz podlewania, musi być jak najmniej zajmujący dla mnie, w porównaniu z latami ubiegłymi. Góra 2-3 godziny dziennie, w ubiegłym roku było to 2 razy więcej. W tym czasie muszę zmieścić podlewanie, opryski, prace pielęgnacyjne. Pieleniem się nie przejmuję, bo i tak zwykle nie pielę, albo jedynie okazjonalnie, a w skrzyniach i na podwyższonych grządkach, a także przy gęstych wysiewach na rabatach chwasty atakują w minimalnej ilości. '


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Wierzbowa pracownia. Ciepła sukienka na pogodę i na deszcz

Wierzbowa pracownia. Tęczowy sweter z szorstkiej wełny